ViBe Gaming było o krok od awansu do dywizji Masters, a przynajmniej w teorii. Ich kapitalny run w otwartych kwalifikacjach do sezonu 14 w tej dywizji zakończył się dopiero w finale, gdzie musieli uznać wyższość rywala. Choć miejsce na podium nic formalnie nie daje, ich występ pokazał ogromny potencjał zespołu. Warto jednak pamiętać, że otwarte kwalifikacje to tylko wierzchołek góry lodowej… Zwycięstwo w finale dawałoby dostęp do zamkniętych kwalifikacji, gdzie stamtąd najpierw musieliby dostać się do baraży. A dopiero po udanym występie właśnie w barażach mogliby rozegrać nowy sezon w dywizji Masters. ViBe udowodniło jednak, że potrafią walczyć na najwyższym poziomie i mogą być groźnym zespołem w aktualnej dywizji.
Droga ViBe Gaming przez otwarte kwalifikacje
- Runda 1 – wolny los
ViBe Gaming rozpoczęło kwalifikacje od wolnego losu. Brak rywala pozwolił drużynie złapać oddech i przygotować się na pierwsze prawdziwe starcia, w których czekały już poważniejsze wyzwania.
- Runda 2 – 13:5 vs AimLabNicNieDaje | Mirage
Pierwszy poważny mecz rozegrano na mapie Mirage i od początku ViBe dominowało rywali. Wygrana 13:5 była pewnym, kontrolowanym zwycięstwem, które pozwoliło drużynie złapać rytm i nabrać pewności siebie przed kolejnymi rundami. Widać było świetną komunikację między zawodnikami i skuteczne wyłapywanie słabości przeciwnika, dzięki czemu kontrolowali kluczowe momenty meczu. Choć wynik sugeruje przewagę od początku, drużyna nie mogła pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia. Każdy punkt był ważny, a pewność siebie budowana w tym starciu zaprocentowała w kolejnych, bardziej wymagających rundach.
- Runda 3 – 19:17 AGENTYY | Ancient
Na mapie Ancient ViBe Gaming zmierzyli się z AGENTYY w pojedynku, który okazał się prawdziwym testem charakteru. Mecz był pełen napięcia i nerwowych momentów. Tam po kilku dogrywkach ViBe wyszli zwycięsko 19:17. Drużyna pokazała zimną krew i zdolność do walki w kluczowych sytuacjach, a każdy zdobyty punkt w dogrywkach podgrzewał atmosferę i emocje wśród kibiców. Widać było, że zawodnicy świetnie ze sobą współpracują i potrafią odnaleźć się w najtrudniejszych momentach, co pozwoliło im wyjść zwycięsko z tego wymagającego starcia.
Blisko perfekcji – starcia, które przybliżyły ViBe do finału
- Ćwierćfinał – 16:13 M0CZODOL | Nuke
Kolejne wyzwanie przyszło na mapie Nuke, gdzie ViBe Gaming ponownie musieli mierzyć się w dogrywkach. Wynik 16:13 pokazał, że drużyna jest odporna na presję i potrafi wygrywać nawet w dramatycznych okolicznościach. Każda runda była mocno emocjonująca, a współpraca między zawodnikami stawała się coraz bardziej widoczna. Z każdą kolejną rundą pewność siebie rosła, a zespół udowadniał, że potrafi utrzymać koncentrację i skutecznie reagować na ruchy rywala, nawet gdy sytuacja robi się napięta.
- Półfinał – 13:10 ex-KONF1TURA | Mirage
Półfinałowe starcie okazało się nieco łatwiejsze, choć nadal wymagało pełnego skupienia. Na Mirage ViBe Gaming kontrolowali przebieg meczu, pewnie pokonując ex-KONF1TURA 13:10. Chociaż wynik był bliższy niż w początkowych rundach, drużyna wykazała stabilność i dobre przygotowanie. Każda akcja i każdy punkt były efektem dobrze zaplanowanej strategii i szybkiej komunikacji, co dawało nadzieję na zwycięstwo w finale i pokazywało rosnącą formę zespołu.
- Finał – 12:16 Małpiszony | Nuke
Finał przyniósł jednak ostateczne rozczarowanie. Na mapie Nuke ViBe Gaming musieli uznać wyższość Małpiszonów po jednostronnych dogrywkach 12:16. Mimo porażki drużyna zakończyła run z wielkim honorem. Widać było, że każdy zawodnik dawał z siebie wszystko, a walka trwała do ostatniego punktu. Ten występ pokazał, że ViBe są gotowi na kolejne wyzwania, a ich miejsce w czołówce polskiej sceny jest w pełni zasłużone.
ViBe Gaming kończą run z honorem
Choć ViBe Gaming zakończyli kwalifikacje na drugim miejscu, ich występ pokazał ogromny potencjał i charakter zespołu. Drużyna walczyła do samego końca, pokazując zimną krew w dogrywkach i zdolność do reagowania w najtrudniejszych momentach. Ten run udowodnił, że ViBe są gotowi na kolejne wyzwania i wciąż mogą być groźnym rywalem w kolejnych kwalifikacjach oraz przyszłych turniejach. Blisko perfekcji nie oznacza porażki… To tylko motywacja, by wrócić jeszcze silniejszymi.
